Chorwacja part 1

M. ciągle tylko: „W wakacje muszę na windsurfing. Obojętne czy to będzie nasz polski Hel czy miejsce za granicą.” Ja marzyłam o kolejnym wyjeździe do Toskanii, leniwym wylegiwaniu się na plaży i piciu kawy w małych przydrożnych kawiarniach… Zatem ultimatum – półwysep chorwacki Peljesac. Miasteczko – Orebic. Ponoć mekka surferów, ale w otoczeniu gór, morza i przepięknej roślinności. Dobre rodzime wino i świeże owoce morza. Dogadaliśmy się i rozpoczęliśmy przeczesywanie internetu w poszukiwaniu idealnej kwatery – swojskiej i niedrogiej. Znaleźliśmy niewielki apartament składający się z sypialni, małej kuchni i czystej łazienki: 41 euro za noc. Mocną stroną kwatery był ogromny „taras” z własnym stolikiem w otoczeniu przepięknej, bujnej roślinności.

chorwacja apartament

Wszystko zarezerwowaliśmy dosłownie na tydzień przed wyjazdem. Cena, którą podałam, została przez nas wytargowana z 55 euro.

Pisząc post, siedzę właśnie przy stoliku na zewnątrz naszego apartamentu i popijam białe wino. M. czyta książkę. Jest 21. Właśnie zjedliśmy kolację składającą się z usmażonych na chorwackiej oliwie osolonych ryb, krewetek w zalewie winnej i swojskiego, pysznego chleba. Ryby i krewetki kupiliśmy na targu, gdzie sprzedawane są ryby i owoce morza złowione w nocy przez chorwackich rybaków. Nie muszę Wam chyba opisywać ich smaku. Wszystko rozpływa się w ustach. Taras okazał się wewnętrznym dziedzińcem wspólnym dla dwóch mieszczących się tutaj apartamentów. Stanowi on dodatkowe wnętrze – jadalnię na świeżym powietrzu. Otaczająca nas zieleń to drzewka limonkowe, figowe oraz rodzące owoc granatu. Przed niewielkim parkingiem gospodyni ma również własny ogródek, gdzie hoduje różne odmiany pomidorów i bakłażany.

chorwacja jedzenie

Gdy dojechaliśmy na miejsce przywitała nas gospodyni Rosanda. Niewysoka, w wieku naszych rodziców. Uśmiech od ucha do ucha. Przed domem witało nas morze. Za domem wyrastały wysokie skaliste góry. Cudowny widok.

chorwacja apartament

Rozpakowując przywiezione rzeczy zauważyliśmy tuż przy wejściu zwykłą białą kartkę ze słowami: „MIR vama kosi dolazite, RADOST vama kosi ostajete, BLAGOSLOV vama kosi odlazite” – „Pokój Wam, kiedy przyjeżdżacie. Radość, kiedy zostajecie. Błogosławieństwo, kiedy odjeżdżacie”. Poczuliśmy jeszcze większą sympatię do naszej gospodyni. Rosanda odradziła nam włączanie klimatyzacji (dodatkowo płatna: 5 euro za dobę) i wytłumaczyła kiedy otwierać i zamykać okna, aby cyrkulacja powietrza zapewniła nam chłód w dzień i w nocy. Pokazała nam również, w którym miejscu znajdziemy wioskę surferską, gdyż obeszliśmy plażę na lewo i prawo od apartamentu i znaleźliśmy jedynie port w samym centrum Orebic oraz wąskie plaże dla niesurfujących turystów. Nie powiem, ale zaczęliśmy się już trochę obawiać czy wybraliśmy odpowiednie miejsce na windsurfing.
Gospodyni przynosi nam świeże pomidory na śniadanie i figi na deser. Jej serdeczność nie ma granic.

figi chorwacja

pomidory chorwacja

Mamy zawsze dodatkową miskę dla niespodziewanych gości: psa syna Rosandy i kotki Riski (od Rysia), która ma już 14 lat i jest wielką smakoszką ryb wędzonych i smażonych – kabanosy są zbyt twarde dla jej starutkich zębów. Z już pełnym brzuszkiem wyleguje się pomrukując przy naszym stoliku. Co chwila łypie okiem czy aby nie dostanie się jej kolejny ochłap. Swojskość, swojskość i jeszcze raz swojskość. Czuję, że odpoczywam pełną piersią. Mimo przygód…

chorwacja kot

2 thoughts on “Chorwacja part 1

  • 29 sierpnia 2014 at 07:17
    Permalink

    Jako raczej jedni z nielicznych mieliście okazję poznać spontaniczny, naturalny chorwacki świat :) Przynajmniej wnioskuję tak po opisie wycieczki. Czy miejsce w którym się zatrzymaliście należało do tych mocno kameralnych? Czy może jednak atmosfera była zbliżona do tej, którą poczuć można w głównych, najbardziej obleganych kurortach? Pytam, bo po zdjęciach i opisie ciężko to jeszcze wywnioskować.

    Reply
    • 30 sierpnia 2014 at 10:02
      Permalink

      Byliśmy w Orebic – jest to kurort, ale nie ma tam aż takiego natężenia turystów jak w typowym kurorcie – o 23 miało się wrażenie, że całe miasteczko się wyludnia, a rano do godz. 10 można było spokojnie zrobić zakupy, pospacerować po plaży czy napić się kawy w przyportowej kawiarni, bez tłumów. Plaże były dosyć oblegane, ale zawsze znalazło się spokojne miejsce. A plaża przy kempingu, gdzie pływaliśmy na desce zaludniała się w dni wietrzne (głównie deskami i żaglami), a wyludniała w dni bezwietrzne. Chyba po prostu wybieraliśmy takie miejsca i taki sposób na spędzenie czasu w Orebic, że było kameralnie i spokojnie. Na pewno nie jest to miejsce, gdzie turyści przyjeżdżają poimprezować. Są to raczej ludzie starsi, rodziny z dziećmi, surferzy oraz typowi „zwiedzacze”.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *