Gdy bieganie zamienia się w grzybobranie

M. biegnąc zauważył ze ścieżki wielki kapelusz wystający spośród traw. W pierwszej chwili pomyślał, że to rodzina „muchomorowatych”, ale była to kania – kania olbrzym. Zajęła całą patelnię! Na grzybobraniu dawno nie byłam i kani nie przyrządzałam od dziecka, ale pamiętając zasadę porządnego wymoczenia kani w mleku (ok. 2 h, aż mleko zabarwi się na różowo) przyrządziłam M. kanię. Ponoć kani nigdy nie jadł i podchodził dosyć sceptycznie do jej walorów smakowych, ale się przekonał i kaniowego schabowego ze smakiem spałaszował.

kania mleko

Przepis jest bardzo prosty: wystarczy kanię namoczyć w jajku z solą, a następnie obtoczyć w bułce tartej. Smażymy na oleju i kolacja gotowa. Palce lizać! W identyczny sposób możemy przygotować boczniaki, które znajdziemy w wielu sklepach. Ponoć smakują rónie pysznie, a o kanię zdecydowanie trudniej:)

kania ala schabowy

Przygotowując posta próbowałam dowiedzieć się z różnych źródeł, dlaczego kanię moczymy w mleku i skąd się bierze różowe zabarwienie. Tato powiedział, że kania namoczona w mleku po usmażeniu jest po prostu bardziej miękka i smaczna. Wyczytałam jednak kilka innych hipotez, takich jak: pozbycie się goryczki (tato wytłumaczył, że porównywał smak kani moczonej w mleku i w wodzie i smak jest identyczny, więc ta hipoteza jego zdaniem odpada) czy usunięcie toksyn – pytanie, czy w jadalnym grzybie mogą być jakieś toksyny? Jeśli macie jakieś pomysły albo posiadacie wiedzę w tym temacie to podzielcie się. Naprawdę frapuje mnie ta zagadka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *