Izotretynoina (Izotek, Aknenormin) – pierwszych 12. dni

Od mniej więcej 20 roku życia walczę z uporczywym trądzikiem grudkowo-krostkowym. Leczyłam się na wiele różnych możliwych sposobów. Można powiedzieć, że nie ma metody, której bym nie wypróbowała. Miałam również epizod z retinoidami w swoim życiu na przełomie 2010/2011 roku. Jednak trądzik powrócił. I to znienacka. Cieszyłam się akceptowalną gładkością mojej twarzy, chodziłam na zabiegi głęboko złuszczające, aby pozbyć się blizn i śladów po trądziku. Aż tu pewnego dnia budzę się rano, a moja twarz jest cała usiana grudkami podskórnymi, od skroni aż po brodę. Dodatkowo pojawiło się czerwone, swędzące uczulenie. Oczywiście długo nie zwlekając udałam się do dermatologa. Pani nie była w stanie uwierzyć nawet, że obudziłam się jednego dnia z tym wszystkim na twarzy. Przepisała mi lek na alergię, maść cutivate i zaleciła stosować delikatny krem nawilżający oraz serum złuszczające. Kolejna wizyta za 6 tygodni. Uczulenie zniknęło, poza tym zero zmian i wyrok – izotretynoina.

izotek 11 dzień

Zdjęcia przedstawiają moją cerę w 12 dniu kuracji. Dokonałam małego podsumowania pierwszych jedenastu dni. Niestety nie posiadam zdjęć sprzed leczenia, ale w zasadzie od razu na skórze pojawił się ogromny wysyp i twarz wyglądała kilkadziesiąt razy gorzej niż w momencie, gdy zaczęłam brać leki.

Początkowo trochę wyciskałam zmiany i teraz (jestem już po kuracji) naprawdę tego żałuję, gdyż w tych miejscach blizny są największe… Pierwsze odczuwalne skutki uboczne to głównie suchość skóry i ust. Byłam również bardziej śpiąca i kładłam się spać dużo wcześniej niż przed kuracją, ale ciężko mi stwierdzić czy akurat leki miały na to wpływ. W tamtym okresie mojego życia mogło się na to składać wiele innych czynników. Przez pierwsze 5 dni odczuwałam również lekkie boleści w brzuchu.

Ponadto bywały chwile, kiedy miałam ochotę rzucić to wszystko. Twarz wyglądała strasznie! Nie mogłam TEGO niczym przykryć. Było to niesamowicie przygnębiające. Ale i w takich momentach starałam się myśleć pozytywnie i patrzeć do przodu. Tylko kurcze te dni tak strasznie wolno płynęły podczas kuracji.

W kolejnych postach będę pokazywała „postępy” kuracji. Dlaczego słowo „postępy” zamknęłam w cudzysłów? Ponieważ pierwsze 2 miesiące to ciągłe pogarszanie się wyglądu skóry albo zastój w zmianach. Cała kuracja jest ogromną niewiadomą i to jak będzie ona przebiegała jest sprawą bardzo indywiudalną. Pamiętam trochę pierwszą kurację i wiem, że była zupełnie inna niż ta kolejna. Za pierwszym razem nie miałam takiego wysypu, nie wstydziłam się wychodzić z domu. Po tych 12 dniach drugiej kuracji sama byłam ciekawa jak to wszystko będzie wyglądało i czy rzeczywiście izotretynoina tym razem mi pomoże, ale tak na dobre, bo wyglądało to wszystko bardzo źle. Na pewno dużo gorzej niż za pierwszym razem. Ale wiedziałam, że wysyp jedynie świadczy o powodzeniu, także starałam się być dobrej myśli.

Trzymam kciuki za Was wszystkich, którzy w tym momencie jesteście na początku swojej kuracji z izotretynoiną! Ja jestem już po i co mogę powiedzieć? Chyba warto. Dlaczego chyba? Bo wolę nie zapeszać… ;) Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *